content top

Na krzywy kadr, czyli plener Kaśki i Mariusza

Na krzywy kadr, czyli plener Kaśki i Mariusza

Kilka klatek z poślubnej sesji plenerowej Kaśki i Mariusza. Uczestniczyłem w niej jako gość. Głównym fotografującym był niejaki Arkadiusz Gontarczyk – znany i uznany łukowski fotograf, operator kamery i montażysta filmowy ;-]. Miał być raczej backstage – wyszło coś pomiędzy. Fotoreportaż ślubny z przygotowań, ceremonii i zabawy oraz plener na stronie KRZYWYKADR.pl. Sesja plenerowa w Kozłówce koło Lubartowa. Zabytkowy pałac z parkiem i kaplicą, muzeum socrealizmu, powozownia. Dużo kwiatów, ogród w stylu francuskiego baroku (czyli symetria, porządek i kontrola) fontanna z frywolnymi cherubinkami. Na okrasę zonk – ?nowoczesne” ławeczki z plastiku. W ogrodzie kilka pawi. Dziwne ptaki – właściwie drapieżniki, krzyczą i skaczą po drzewach… Pawie niedbałe, pawie białe uciekły, Pawie białe uciekły od nudów przebudzenia, Widzę, jak pawie białe, pawie dzisiejsze, Pawie, które odeszły podczas snu mojego, Pawie niedbałe, pawie dzisiejsze, Dosięgają ociężale stawu bez słońca, Słyszę jak pawie białe, pawie nudów, Dosięgają ociężale czasów bez...

Czytaj dalej

Witaj lato za rok 2010

Witaj lato za rok 2010

Tekst jest pod zdjęciami ;-). Właściwie festyn powinien nazywać się ?Pożegnanie lata”. Dyrektor OSiR Zbigniew Biaduń zapowiedział, że tegoroczny festyn jest ostatnim. Ośrodek Sportu i Rekreacji ma od przyszłego roku zająć się imprezami stricte sportowymi. Ba! Była mowa nawet o nowoczesnym aquaparku, który ma zastąpić – pamiętające jeszcze głęboką komunę – baseny otwarte. Można było odczuć jakąś rezygnację w wypowiedziach dyrektora (a raczej zrezygnowanie). Te kilkanaście lat organizowania festynów, koncertów, imprez sportowych. I koniec. Męczące, bo trzeba się użerać z nieustannym brakiem pieniędzy i krytycznymi mediami. Pewnie, że nie zawsze wszystko jest piękne i cacy. Jednak pewniejsze jest, że OSiR byłby w stanie organizować fajne imprezy. Jak zwykle chodzi o kasę. Baseny zdecydowanie wymagają remontu, modernizacji, może nawet przebudowy. To widać – zrujnowane trybuny, koszmarne łazienki, popękane baseny. Bądź co bądź nie są za specjalnie dobrym miejscem na festyn. Nie w tym kształcie. Dyrektor Biaduń mówił, że ma nadzieję, że aquapark powstanie za rok. Ale. Przecież projekt przebudowy i modernizacji basenów ?Delfin” istnieje od 2 lat. Koszt – bagatela! – 10 mln zł (przychody do budżetu miasta na 2010 r., to prawie 70 mln). Sama dokumentacja to prawie 300 tys. zł (przewidziana w budżecie miasta na 2008 r., więc już powinna być). Za te 10 baniek ma powstać Centrum Sportu i Rekreacji, hotel na 30-40 miejsc, sale konferencyjne, parking, nowe szatnie, łazienki, nowe niecki basenów ze stali, gejzery, sztuczne fale, spiralne zjeżdżalnie, podgrzewanie wody z kolektorów słonecznych, dostosowanie dla niepełnosprawnych. Czyli taki słowacki standard – kto był, ten wie. Inaczej kieruje się nowoczesnym Centrum niż wymagającym modernizacji i zdezelowanym Ośrodkiem. Odnoszę nawet wrażenie, że więcej z niego ?wycisnąć się” nie da. Dyrektor Biaduń i tak wspiął się na wyżyny organizacyjne. Pieniądze mają pochodzić z Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych. Będzie kasa – będzie centrum. Jest potrzebne – bez dwóch zdań. Pewnie będzie bardziej komercyjne. Ale jak się wydaje 10 milionów, to musi tak być. Kiedy powstanie? Nieprędko. Szczególnie, że wybory tuż tuż, a w radzie i na stanowisku burmistrza mogą nastąpić strategiczne przetasowania (obecni radni nie są specjalnie chętni do wydawania na tego typu ?fanaberie” pieniędzy; może nowi będą). Miastu potrzeba też kopa w postaci porządnej kasy (unia, fundusze, cokolwiek). Z tym już niestety jest niefajnie. Gmina Łuków ma budżet trochę mniejszy – 50 mln zł. Ale z tylko pieniędzy unijnych ma być 11 mln. Łuków może pomarzyć. Co do festynu. Zapowiadało się nieciekawie. Było – jak zwykle przydługo, jednak więcej plusów. Od końca. In plus. Patrycja Kazadi zaśpiewała trochę znanych kawałków (Abba). Otrzymała tytuł oraz statuetkę Ambasadora Łukowa. Zaśpiewała nawet zwrotkę ?Wolność i swoboda” ;-). Pod sceną koncert oglądała babcia i chyba rodzeństwo. pokaz bielizny Niplex. Najlepsze w...

Czytaj dalej

Droga Krzyża – Łuków – Wielkanoc 2010

Droga Krzyża – Łuków – Wielkanoc 2010

Jeśli ktoś oczekuje ładnych i dopieszczonych fotografii – rozczaruje się. Droga Krzyża taka nie jest. Jest męcząca i niedoskonała. Samotna, pełna bólu i cierpienia. Może brzmi to górnolotnie. Może. 14 fotografii – nie tylko, lecz aż tyle. Nie jest konieczne tłumaczenie dlaczego. Wystarczy. Nie jest ważne kto był, ilu ludzi ?wzięło udział”, który kolejny raz ulicami Łukowa przeszła Droga Krzyżowa. I czy cieszyła się ?zainteresowaniem mieszkańców”. Początek Drogi z Kolegiaty Przemienienia Pańskiego, koniec w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Znamienne i znaczące. Droga Krzyża to coś, co porusza. Nic nie jest takie oczywiste, wszystko zmusza do przemyśleń. Brzmi banalnie? Nie dla mnie. Fotografie mogą odrzucać, ale nie powinny być oczywiste. Powinny zmuszać do odkrywania. Sensu, wiary, tego, jacy jesteśmy. Nie są ważne fotoreportaże liczące dziesiątki, setki zdjęć, lecz jednostkowa całość. Przemyślana i uWAŻNA – tak, jak wydarzenie. Droga Krzyża. Krzyż i jego sens. Cierpienie. Droga, uczestnictwo, obecność – to nie jest to samo – doświadczenie cierpienia. Osobiste, samotne, lecz także wspólne. Wspólnota – koinonia, communio, więź między ludźmi w Chrystusie. Brzmi poWAŻNIE. Taki jest Krzyż i jego sens. Musi zmuszać, do tego, żebyśmy wszyscy na nowo zrozumieli, po co on jest. Wspólnie, lecz zarazem osobiście, intymnie niemalże. Podziękowania dla księdza Adama Woźniaka – za anielską cierpliwość wobec fotografujących. Jak muchy latali i uprzykrzali – mam nadzieję, że nie za bardzo – nabożeństwo (szczególnie pod...

Czytaj dalej

Motyla noga

Motyla noga

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Na dworze buro, szaro i chlapowato ??| (mam pomysł na kilka zdjęć…). Trochę kolorów odgrzebanych z szuflady. Akurat motyle, motyla noga (kto pamięta Borewicza, uwaga! mocne…). Swego czasu bawiłem się teksturami, crossowaniem i Color Efexem. Można uzyskać fajne efekty. Oczywiście intensywne rżnięcie pikseli. Heh, przypomina się ?Miś” (Motyla noga Tomka Mazura) -> ?Porucznik MO Lech Ryś sprawuje społecznie dyskretną opiekę na gromadką urwisów sprowadzając ich na dobrą drogę…” :-). ?Kiedy znów wyłączą ciepłą wodę, przestaną grzać kaloryfery albo stanie komunikacja udawajcie, że nic nie słyszycie”. Wujek Dobra Rada radzi. Może niedługo wrzucę jakąś psychodeliczną bajkę o Czerwonym Kapturku i Złym Wilku. Wilka mam, Czerwony kapturek jest do załatwienia, więc maybe soon („poka,...

Czytaj dalej

Tańce i swawole, czyli przyjaźnie owocują

Tańce i swawole, czyli przyjaźnie owocują

I puszczają pąki. Zespół Pieśni i Tańca ?Łukowiacy” zaprosił do Łukowa zespoły taneczne z zagranicy. Z czeskiego Havirowa (Hawierzowa) przyjechała młodsza dziewczęca grupa zespołu ?Voniczka? (ciężko cokolwiek znaleźć o zespole, ale strona miasta dostępna w 4 językach), a z Lwowa ?Wikrutasiki?. Oba zespoły, z którymi ?Łukowiacy” zaprzyjaźnili się w Primorsku w Bułgarii podczas ostatnich wakacji. ZPiTZŁ przebywał wtedy na folklorystycznym festiwalu (Iga Pasikowska została Miss Festiwalu 2009). – Zaprzyjaźniliśmy się – mówił Grzegorz Rzymowski, dyrektor Łukowiaków – i zaprosiliśmy ich do nas. Tancerzom przygrywała kilkuosobowa kapela. Muzycy grali na instrumentach smyczkowych, cymbałach, a także klarnetach i fletach. Czescy górale zaprezentowali kilka tańców z regionu Moraw i Zaolzia. Zespół ?Wikrutasiki? przedstawił układy taneczne nawiązujące do folkloru i ukraińskich tradycji. Wszystko trwało ok. 2 godzin, czyli dość długo. Czas zleciał jednak dość szybko. Po tańcach wszyscy bawili się na kuligu (sponsorował ?Drogbud”). Na koncert wybrałem się, bo chcę kupić dodatkowy aparat od Naczelnego Fotografa ?Łukowiaków” (czyli Grzesia Lipińskiego, który przyucza swą latorośl do zawodu, cwaniura). Analogowego EOSa 30 (made in canon). W sumie i tak cały reportaż zrobiłem w trybie całkowicie manualnym. Była niezła okazja do zabawy z czasem (co widać). A zima to najlepszy okres na rżnięcie pikseli (przypomina się dowcip-zagadka jedynej śpiewającej lalki w Polsce, czyli Romka: ?Co jest najlepsze na kaca?” ?Na kaca najlepsze jest powietrze z pompki od materaca”, ?wspaniały żart”…). Dodatkowo dowiedziałem się kilka interesujących rzeczy z branży fotograficznej. Choćby tego, że papier metallic (jeden z najdroższych i najlepszych) jest ?wsiokowy”. Takież herezje rozgłasza fotograf z Łukowa z ponad 12-letnim stażem (łolaboga)...

Czytaj dalej

Z Dorotą w ruinach

Z Dorotą w ruinach

Z Dorotą w ruinach Wpis architektoniczno-portretowy. Trochę historyczny. Kilka zdjęć z krótkiej sesji z Dorotą w ruinach w Wesołówce. Fajna miejscówka. Trochę historii Ruiny dworu datują się na pierwszą połowę XVII w. Odbudowane zostały w czasach potopu szwedzkiego. Powstała wtedy fosa i umocniono podwał. Majątek przechodził z rąk do rąk. Rodzina Osieckich rozebrała drewniany dwór i zbudowała murowany. Jeszcze w połowie XIX wieku wokół dworu było 8 innych budynków. Część (trzy czworaki, kilka drewnianych zabudowań, stodoła, młyn i karczma z zajazdem) spłonęła w pożarze. Niedługo potem majątek przeszedł na własność Kobylskich. To najpewniej oni postawili zachowaną do dziś oficynę i odnowili większość zabudowań. W czasie powstania styczniowego dwór został mocno zniszczony. Ziemia uległa uwłaszczeniu. W końcu trafił do rodziny Pac-Pomarnackich (Stanisław i Magdalena). Sprowadzili nawet architekta z Warszawy i odbudowali większość zabudowań. Ostatnim właścicielem dworu był Stanisław Pac-Pomarnacki. Do 1941 r. mieszkał w Staninie. Po wojnie wrócił do Stanina w 1946 r. 5 lat potem otrzymał nakaz opuszczenia stanińskich dóbr. Razem z żoną opuścił rodzinny majątek i przeniósł się do Warszawy. Jeszcze w latach 60-tych XX wieku funkcjonowała w dworze szkoła, potem skup żywca i magazyn paszowy. W oficynie mieszkali rolnicy, a wiązownia funkcjonowała jako magazyn. W 1957 r. dwór stał się zarejestrowanym zabytkiem. Na początku lat 80-tych konserwator zabytków w Siedlcach wydał decyzję wykonaniu dokumentacji pomiarowej, badawczej oraz koncepcji zagospodarowania dworu, oficyny i wozowni. W latach 90-tych powstały dwa pomysły na zagospodarowanie dworu – na Gminny Ośrodek Kultury i Ośrodek Zdrowia z apteką i mieszkaniami (dodatkowo oczyszczalnia ścieków). Ale majątek należy do Skarbu Państwa, nie do samorządu. Konserwator nie wyraził zgody na jakiekolwiek ?adaptacje”. W końcu też wiadomość o sprzedaży majątku dociera do spadkobierców nieruchomości – potomków rodziny Pac-Pomarnackich. W lutym 1992 r. złożyli zastrzeżenia do procedury sprzedaży i wniosek o uwzględnienie ich roszczeń do majątku. W sierpniu 1992 r. konserwator wojewódzki wyraża zgodę na wykorzystanie dworu, oficyny i stajni z parkiem na cele mieszkalno-rekreacyjne i rekreacyjno-wypoczynkowe. Miały być też niezwłocznie wykonane prace zabezpieczające i remontowe. Ale te plany przekreśla decyzja konserwatora generalnego w Warszawie. Wszelkie postępowania w sprawie dworu zostają umorzone. Zastanawiające, że przez tylko 20 lat dwór stał pusty i niszczał. Fosa zarosła i zmieniła się w brudny ściek. Zniknął dach, wilgoć i czas zniszczyły ściany budynku i architektoniczne detale. Piwnice częściowo spalono i zagruzowano. Przy ruinach dworu jest jeszcze park z ponad 120-letnimi drzewami. Park jest położony nad rzeczką Wilkojadką. Staw już niemal zarósł, wyspa pośrodku...

Czytaj dalej
content top