content top

Ani Mru Mru – Michał Wójcik Prodżekt

Ani Mru Mru – Michał Wójcik Prodżekt

Tymczasem kabaretowo. Chropowato, nieostro, szumnie, agresywnie, ultrakolorowo, portretowo, niewymiarowo, etc., etc. Ale kto by się tym przejmował… Paweł Michał Wójcik, lublinianin, 38-latek (ur. 1972 AD.), skończył szkołę ?scena ruchu”, mim. Pracował w Teatrze Scena Ruchu, prowadzonym przez Mirosława Olszówkę – menadżera Voo Voo („Jeszcze wszystko będzie możliweeee…”). Obecnie mieszka w Warszawie, córka Julia, syn Jakuba, żona Agnieszka. Razem z Marcinem Wójciekiem i Waldemarem Wilkołkiem tworzy kabaret Ani Mru Mru (właściwie 10-latek kabaretowy, debiut 1. grudnia 1999...

Czytaj dalej

Motyla noga

Motyla noga

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Na dworze buro, szaro i chlapowato ??| (mam pomysł na kilka zdjęć…). Trochę kolorów odgrzebanych z szuflady. Akurat motyle, motyla noga (kto pamięta Borewicza, uwaga! mocne…). Swego czasu bawiłem się teksturami, crossowaniem i Color Efexem. Można uzyskać fajne efekty. Oczywiście intensywne rżnięcie pikseli. Heh, przypomina się ?Miś” (Motyla noga Tomka Mazura) -> ?Porucznik MO Lech Ryś sprawuje społecznie dyskretną opiekę na gromadką urwisów sprowadzając ich na dobrą drogę…” :-). ?Kiedy znów wyłączą ciepłą wodę, przestaną grzać kaloryfery albo stanie komunikacja udawajcie, że nic nie słyszycie”. Wujek Dobra Rada radzi. Może niedługo wrzucę jakąś psychodeliczną bajkę o Czerwonym Kapturku i Złym Wilku. Wilka mam, Czerwony kapturek jest do załatwienia, więc maybe soon („poka,...

Czytaj dalej

Tańce i swawole, czyli przyjaźnie owocują

Tańce i swawole, czyli przyjaźnie owocują

I puszczają pąki. Zespół Pieśni i Tańca ?Łukowiacy” zaprosił do Łukowa zespoły taneczne z zagranicy. Z czeskiego Havirowa (Hawierzowa) przyjechała młodsza dziewczęca grupa zespołu ?Voniczka? (ciężko cokolwiek znaleźć o zespole, ale strona miasta dostępna w 4 językach), a z Lwowa ?Wikrutasiki?. Oba zespoły, z którymi ?Łukowiacy” zaprzyjaźnili się w Primorsku w Bułgarii podczas ostatnich wakacji. ZPiTZŁ przebywał wtedy na folklorystycznym festiwalu (Iga Pasikowska została Miss Festiwalu 2009). – Zaprzyjaźniliśmy się – mówił Grzegorz Rzymowski, dyrektor Łukowiaków – i zaprosiliśmy ich do nas. Tancerzom przygrywała kilkuosobowa kapela. Muzycy grali na instrumentach smyczkowych, cymbałach, a także klarnetach i fletach. Czescy górale zaprezentowali kilka tańców z regionu Moraw i Zaolzia. Zespół ?Wikrutasiki? przedstawił układy taneczne nawiązujące do folkloru i ukraińskich tradycji. Wszystko trwało ok. 2 godzin, czyli dość długo. Czas zleciał jednak dość szybko. Po tańcach wszyscy bawili się na kuligu (sponsorował ?Drogbud”). Na koncert wybrałem się, bo chcę kupić dodatkowy aparat od Naczelnego Fotografa ?Łukowiaków” (czyli Grzesia Lipińskiego, który przyucza swą latorośl do zawodu, cwaniura). Analogowego EOSa 30 (made in canon). W sumie i tak cały reportaż zrobiłem w trybie całkowicie manualnym. Była niezła okazja do zabawy z czasem (co widać). A zima to najlepszy okres na rżnięcie pikseli (przypomina się dowcip-zagadka jedynej śpiewającej lalki w Polsce, czyli Romka: ?Co jest najlepsze na kaca?” ?Na kaca najlepsze jest powietrze z pompki od materaca”, ?wspaniały żart”…). Dodatkowo dowiedziałem się kilka interesujących rzeczy z branży fotograficznej. Choćby tego, że papier metallic (jeden z najdroższych i najlepszych) jest ?wsiokowy”. Takież herezje rozgłasza fotograf z Łukowa z ponad 12-letnim stażem (łolaboga)...

Czytaj dalej

Z Dorotą w ruinach

Z Dorotą w ruinach

Z Dorotą w ruinach Wpis architektoniczno-portretowy. Trochę historyczny. Kilka zdjęć z krótkiej sesji z Dorotą w ruinach w Wesołówce. Fajna miejscówka. Trochę historii Ruiny dworu datują się na pierwszą połowę XVII w. Odbudowane zostały w czasach potopu szwedzkiego. Powstała wtedy fosa i umocniono podwał. Majątek przechodził z rąk do rąk. Rodzina Osieckich rozebrała drewniany dwór i zbudowała murowany. Jeszcze w połowie XIX wieku wokół dworu było 8 innych budynków. Część (trzy czworaki, kilka drewnianych zabudowań, stodoła, młyn i karczma z zajazdem) spłonęła w pożarze. Niedługo potem majątek przeszedł na własność Kobylskich. To najpewniej oni postawili zachowaną do dziś oficynę i odnowili większość zabudowań. W czasie powstania styczniowego dwór został mocno zniszczony. Ziemia uległa uwłaszczeniu. W końcu trafił do rodziny Pac-Pomarnackich (Stanisław i Magdalena). Sprowadzili nawet architekta z Warszawy i odbudowali większość zabudowań. Ostatnim właścicielem dworu był Stanisław Pac-Pomarnacki. Do 1941 r. mieszkał w Staninie. Po wojnie wrócił do Stanina w 1946 r. 5 lat potem otrzymał nakaz opuszczenia stanińskich dóbr. Razem z żoną opuścił rodzinny majątek i przeniósł się do Warszawy. Jeszcze w latach 60-tych XX wieku funkcjonowała w dworze szkoła, potem skup żywca i magazyn paszowy. W oficynie mieszkali rolnicy, a wiązownia funkcjonowała jako magazyn. W 1957 r. dwór stał się zarejestrowanym zabytkiem. Na początku lat 80-tych konserwator zabytków w Siedlcach wydał decyzję wykonaniu dokumentacji pomiarowej, badawczej oraz koncepcji zagospodarowania dworu, oficyny i wozowni. W latach 90-tych powstały dwa pomysły na zagospodarowanie dworu – na Gminny Ośrodek Kultury i Ośrodek Zdrowia z apteką i mieszkaniami (dodatkowo oczyszczalnia ścieków). Ale majątek należy do Skarbu Państwa, nie do samorządu. Konserwator nie wyraził zgody na jakiekolwiek ?adaptacje”. W końcu też wiadomość o sprzedaży majątku dociera do spadkobierców nieruchomości – potomków rodziny Pac-Pomarnackich. W lutym 1992 r. złożyli zastrzeżenia do procedury sprzedaży i wniosek o uwzględnienie ich roszczeń do majątku. W sierpniu 1992 r. konserwator wojewódzki wyraża zgodę na wykorzystanie dworu, oficyny i stajni z parkiem na cele mieszkalno-rekreacyjne i rekreacyjno-wypoczynkowe. Miały być też niezwłocznie wykonane prace zabezpieczające i remontowe. Ale te plany przekreśla decyzja konserwatora generalnego w Warszawie. Wszelkie postępowania w sprawie dworu zostają umorzone. Zastanawiające, że przez tylko 20 lat dwór stał pusty i niszczał. Fosa zarosła i zmieniła się w brudny ściek. Zniknął dach, wilgoć i czas zniszczyły ściany budynku i architektoniczne detale. Piwnice częściowo spalono i zagruzowano. Przy ruinach dworu jest jeszcze park z ponad 120-letnimi drzewami. Park jest położony nad rzeczką Wilkojadką. Staw już niemal zarósł, wyspa pośrodku...

Czytaj dalej

Wyginam Łuków – kolorowo i bajkowo

Wyginam Łuków – kolorowo i bajkowo

Wygnij się, a nie daj się – jak mawia powiedzenie. Nowe fish-eye’owe szkło już poznaje kolegów, a raczej koleżanki szklanki. Siedzą, piją, lulki palą. Szklanka, huśtawka, swawola, ledwo torby nie rozwalą, hejże hola. Jakoś tak. Zenitar jest w pełni manualny – przesłona oraz ostrość (można używać Av, chociaż lepiej M). Kąt pola widzenia na FF wynosi ok. 160 stopni (a nie 180). To solidna radziecka konstrukcja – metalowa budowa, wielowarstwowe powłoki antyrefleksyjne, szklane soczewki. Obiektyw zbudowano na podstawie technologii wykorzystywanych w rosyjskim przemyśle obronnym oraz badań kosmosu, więc wiadomo, że mamy do czynienia z konstrukcją niemal niezniszczalną. Optycznie ma lekką tendencję do przepaleń o ok. +1 EV (szczególnie uwidacznia się to w kontrastowych sytuacjach, hhmm, jakieś uśrednianie światła z najjaśniejszych i najciemniejszych miejsc, może coś z pomiarem światła?). Trochę testowałem i w przypadku ostrzenia na nieskończoność jest podobnie optycznie, jak w oryginalnym szkle Canona. Stosunek ceny do jakości jest baaaaaardzo zachęcający. W przypadku podpięcia do cropa (jeszcze mam), mamy ultra szerokokątny obiektyw (ok. 24 mm, czyli ok. 84 stopnie). I nie zniekształca jak fish eye, a szeroki kąt… W skrócie: Na + solidne wykonanie stosunek ceny do jakości przy niedoświetleniu zdjęć wychodzi fajna chropowatość i szum Na może -: lepiej się nie nastawiać, że będzie ostry od f2.8/4 dostępność (obiektyw z mocowaniem EF, bez przejściówek) trzeba uważać na swoje nogi ;-) nie wpisuje do zdjęcia wszystkich danych obiektywu...

Czytaj dalej
content top